Jedna etykieta nie rozwiąże problemu
Dla wielu organizacji naturalnym odruchem może być przygotowanie uniwersalnego komunikatu o stosowaniu AI i wklejenie go do regulaminu, polityki prywatności czy w stopce materiału. To jednak zdecydowanie za mało. Transparentność musi być wbudowana w cały proces biznesowy: od projektowania produktu i interfejsu, przez metadane i znaczniki techniczne, aż po publikację treści, moderację, komunikację kryzysową i obsługę zgłoszeń czy reklamacji.
– Przejrzystość nie jest naklejką, którą można przykleić do gotowego systemu dzień przed wejściem przepisów. Musi być zaprojektowana razem z produktem i procesem komunikacji. Firma powinna wiedzieć nie tylko, gdzie wykorzystuje AI, lecz także kto odpowiada za efekt, jak odbiorca może rozpoznać udział technologii i gdzie powinien zgłosić wątpliwości – mówi Sebastian Kopiej, prezes zarządu COMMPLACE.
W praktyce wymogi informacyjne będą wyglądać inaczej w każdym punkcie styku z klientem. Chatbot na stronie wymaga innej formuły niż automatyczny konsultant głosowy. Z innym podejściem mamy do czynienia przy wygenerowanej grafice produktowej, z innym przy realistycznym wideo z udziałem wirtualnej postaci, a jeszcze z innym przy materiałach dotyczących spraw publicznych. Właśnie dlatego firmy nie powinny zaczynać od pisania jednej uniwersalnej formułki. Kluczowe jest w pierwszej kolejności zmapowanie wszystkich miejsc, w których sztuczna inteligencja wchodzi w interakcję z człowiekiem, tworzy treści lub wpływa na ich odbiór.
Kto odpowiada: dostawca systemu czy firma, która go wykorzystuje?
Kluczowym elementem art. 50 AI Act jest precyzyjny podział odpowiedzialności między dostawcę a podmiot wdrażający dane rozwiązanie. Dostawca odpowiada głównie za architekturę i zaprojektowanie systemu. W przypadku bezpośrednich interakcji musi więc wyposażyć narzędzie w mechanizm informujący użytkownika o kontakcie z AI. Z kolei przy generowaniu lub edycji treści jego zadaniem jest zapewnienie technicznych rozwiązań (np. znaczników w metadanych), które umożliwiają automatyczne wykrycie syntetycznego pochodzenia materiału.
Podmiot wdrażający ponosi natomiast odpowiedzialność za sam sposób wykorzystania technologii i komunikację z końcowym odbiorcą. To po jego stronie leży obowiązek ujawnienia deepfake’a czy poinformowania, że dany materiał dotyczący spraw publicznych powstał przy wsparciu AI.
– Największe ryzyko pojawia się tam, gdzie technologia działa już w wielu działach, ale odpowiedzialność nie ma jednego właściciela. Marketing zakłada, że obowiązek leży po stronie dostawcy narzędzia, dostawca przenosi część odpowiedzialności na użytkownika, a dział prawny dowiaduje się o wykorzystaniu systemu dopiero po publikacji. Zarząd nie musi znać parametrów każdego modelu, ale musi znać mapę zastosowań, odpowiedzialności i decyzji – wskazuje Sebastian Kopiej.
To również wyzwanie technologiczne
Nowe regulacje wymuszają na przedsiębiorstwach audyt nie tylko samych procedur komunikacyjnych, ale i posiadanego oprogramowania. Sam fakt zakupu i korzystania z komercyjnego narzędzia AI nie gwarantuje, że spełnia ono wymogi AI Act w zakresie przejrzystości, identyfikowalności i prawidłowego oznaczania treści.
– W praktyce firmy powinny spojrzeć na sztuczną inteligencję jak na element procesu biznesowego, a nie pojedyncze narzędzie. Trzeba wiedzieć, gdzie AI jest wykorzystywana, jakie dane przetwarza, kto odpowiada za efekt jej działania oraz czy wykorzystywane rozwiązanie zapewnia wymagane oznaczenia i możliwość ich zachowania na kolejnych etapach obiegu informacji. Bez uporządkowanych procesów trudno mówić zarówno o zgodności z AI Act, jak i o skutecznym zarządzaniu ryzykiem związanym z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Razem z naszymi klientami robimy przegląd procesów korzystających z AI, bo to wspólna odpowiedzialność dostawcy i klienta – mówi dr Przemysław Sołdacki, CEO AMODIT.
Marketing i komunikacja również muszą przygotować się na zmianę
Skutki art. 50 AI Act wykraczają daleko poza sektor IT i producentów oprogramowania. Nowe obowiązki bezpośrednio dotkną działy marketingu, zespoły PR, agencje, wydawców, media oraz firmy korzystające ze zautomatyzowanej obsługi klienta. Przeglądowi i dostosowaniu powinny podlegać w szczególności:
- chatboty i voiceboty,
- wirtualni doradcy,
- syntetyczne wizerunki postaci,
- materiały wideo i audio tworzone przez AI,
- grafiki oraz ilustracje,
- teksty publikowane bez bezpośredniej kontroli redakcyjnej,
- treści dotyczące spraw publicznych,
- systemy do rozpoznawania emocji i kategoryzacji biometrycznej.
Warto pamiętać, że samo ogólne stwierdzenie, iż treść „powstała z pomocą AI”, w wielu przypadkach nie wystarczy. Informacja musi być jasna, widoczna i podana odbiorcy we właściwym momencie.
Oznaczenie techniczne a informacja dla człowieka
Jednym z najważniejszych założeń AI Act jest wyraźne rozróżnienie informacji przeznaczonej dla człowieka od oznaczeń czytelnych dla maszyn. Komunikat dla odbiorcy ma pozwolić mu świadomie rozpoznać, że wchodzi w interakcję z AI lub ogląda syntetyczny materiał. Z kolei oznaczenie maszynowe osadza się w metadanych lub warstwie technicznej pliku po to, by inne systemy informatyczne mogły je automatycznie zidentyfikować. W praktyce organizacja musi zweryfikować, czy jej narzędzia rzeczywiście generują takie znaczniki i czy nie znikają one podczas edycji, eksportu lub publikacji.
Problemem może być brak spójności w organizacji
Największym wyzwaniem dla firm nie zawsze będzie brak znajomości samych przepisów, lecz brak spójnych procedur wewnątrz organizacji. Często zdarza się, że firma prawidłowo oznacza chatbota, ale zapomina o ujawnieniu AI w materiałach wideo, albo wdraża zasady w dziale marketingu, pomijając analityków czy lokalne oddziały.
Właśnie dlatego przygotowania warto zacząć od pełnej inwentaryzacji stosowanych rozwiązań AI oraz wyznaczenia odpowiedzialności, a nie od tworzenia pojedynczej klauzuli. Dla wielu przedsiębiorstw nadchodzące wymogi art. 50 AI Act będą pierwszym realnym testem dojrzałości w zarządzaniu technologią. O sukcesie zdecyduje umiejętne połączenie wymogów prawnych, technologicznych oraz sprawnej komunikacji w jeden działający proces.
Źródło: Commplace
Fot: mat. prasowe