Stary zwyczaj żegnania zimy i witania wiosny polegał na topieniu lub paleniu Marzanny i wesołych śpiewach, tudzież na gonieniu za dziewczętami, które wyjątkowo tego dnia były bardziej skore do frywolnych zabaw z chłopcami.
Sama Marzanna to zła kukła, słowiański symbol srogiej zimy i śmierci, którą lud topił lub palił na znak przyjścia cieplejszych miesięcy. Tradycja jest naprawdę stara, a wspomina o tym folklorze nawet Jan Długosz w swoich kronikach.
Dziś ten tradycyjny, ludowy zwyczaj obchodzi już tylko młodzież szkolna, uciekając zbiorowo na wagary. Jeszcze w latach 80. topiono Marzannę nieco politycznie. Jej wizerunek zwykle przypominał nielubianego twórcę stanu wojennego, generała Jaruzelskiego.
Studenci oraz licealiści gonili z tą generalską kukłą w święto wiosny po ulicach. We Wrocławiu wrzucali ją z mostu do Odry, w Krakowie i Warszawie do Wisły, a w Sopocie do Zatoki Gdańskiej. Właśnie w Sopocie w 1988 roku miała miejsce najbardziej komiczna i dramatyczna w przebiegu akcja topienia generalskiej Marzanny.
Ten spokojny zazwyczaj kurort, kojarzony z pięknym molem, turystami, Operą Leśną i festiwalem piosenki, ta mała wioska, której walory zdrowotne odkrył w XIX wieku francuski lekarz wojsk napoleońskich Jean Georg Haffner i zbudował tu pierwsze kąpielisko oraz dom zdrojowy przekształcając Zoppot w perłę wakacyjną, stał się w marcu 1988 roku areną przedziwnego happeningu.
Uzbrojona po zęby milicja goniła dziatwę szkolną przebraną w wiosenne stroje i wianki na głowie. A pewien dzielny funkcjonariusz ZOMO, licząc zapewne na premię, rzucił się w zimne wody Zatoki Gdańskiej, by uratować podtopioną już kukłę groźnego generała.
W latach 90. władze usiłowały opanować spontaniczny wiosenny marsz młodzieży na miasto, który obfitował w zbiorowe picie piwa na powietrzu, zabawy w chowanego z milicją oraz małe szarpaniny wewnątrzpokoleniowe. Dzikie i spontaniczne witanie wiosny usiłowano wziąć w kleszcze organizacyjne. W tym celu na rozbrykaną młodzież zastawiano przyjemne sidła w postaci wielkich koncertów plenerowych.
Muzyka miała być magnesem, który przyciągnie młodzież w jedno miejsce i pozwoli ją tam kontrolować. Bywało z tym różnie, bo rozgrzana muzyką dzieciarnia i tak często rozłaziła się po mieście, czyniąc życie miasta weselszym.
Sam, wspólnie z Big Cycem, brałem wielokrotnie udział w takich wesołych koncertach na powietrzu, na których młodzież ochoczo skakała, witając wiosnę i gubiąc zęby.
Dziś, w dobie internetu i wymyślnych gier komputerowych, tradycja sztubackiego witania wiosny praktycznie zanikła. Została z tego co najwyżej tradycyjna ucieczka na wagary, ale i to nie za bardzo, bo w szkołach stosuje się dzienniczki elektroniczne i rodzic od razu wie, czy pociecha była na lekcjach, czy nie.
Strażacy oraz ratownicy morscy twierdzą, że ludzie toną przez cały rok, nie tylko latem. Latem, szczególnie gdy słoneczko przypomina afrykańską spiekotę, utonięć jest zdecydowanie więcej. A tonący, jak wiadomo, „brzydko się chwyta”, o czym przekonywał nas świetny aforysta Stanisław Jerzy Lec.
Zatonąć można nie tylko pod wodą, ale także w długach. Ludzie toną w długach nie tylko latem, ale przez cały rok, zwykle po wzięciu niekorzystnego kredytu. Dług Polski jest tak wielki, że aż boję się wymienić tę kwotę. To jest jakaś gigantyczna liczba, z niemożliwą wręcz do policzenia liczbą zer. Tak więc, nawet jak ktoś sam nie ma długów, to musi mieć świadomość, że jako część Polski te długi jednak ma. I to całkiem spore.
Topią się nie tylko statki pasażerskie, jak słynny Titanic, o którym do dziś kręci się filmy czy pisze piosenki. Zatopić może się też interes, sklep czy partia polityczna. Atrakcyjny partner z zatopionym interesem nie jest już tak bardzo atrakcyjny, jak biznesmen z firmą bez długów.
Zawody, takie jak zawód polityka czy sportowca, od zawsze zagrożone były sporym ryzykiem zatonięcia. Nawet superzawodowy sportowiec może sprawiać kibicom częsty zawód. Gdy ten zawód zdarza się zbyt często, sportowiec kończy karierę zawodowca. Szeroka widownia bywa także często zawiedziona konkretnym politykiem, który zbyt dużo obiecał, a potem tego nie zrealizował. Bolesny brak realizacji obietnic jest przyczyną częstych zatonięć znanych polityków.
Tonąć można na różne sposoby. Szpiedzy potrafią zatonąć w tłumie. Zdolności tonięcia w tłumie posiadają nie tylko przeszkoleni w tym fachu szpiedzy i agenci służb specjalnych, lecz także zwykli, szarzy obywatele, którzy na co dzień nie wyróżniają się z tłumu im podobnych.
Są też takie osoby, które toną w myślach. Tych nazywamy, w zależności od okoliczności, albo wielkimi myślicielami, albo wioskowymi głupkami. Dziś zdecydowanie łatwiej zatonąć niż wypłynąć. Dotyczy to na przykład artystów, którzy, nim wypłyną na szersze wody, często mają za sobą wiele przykrych zatonięć.
Wchodząc do sklepu także zdarza nam się zatonąć w morzu produktów i ofert. Zbyt wielka ilość towarów powoduje, że wiele sklepów notuje lokalne podtopienia klientów, którzy mają kłopoty z płynnością finansową. Lepiej zawsze płynąć na fali sukcesu, niż topić się w oskarżeniach.
Uczestnikom teleturniejów zdarza się czasem utopić już na starcie, a biznesmenom zaliczyć wielkie wtopy podczas realizacji śmiałych zamierzeń gospodarczych.
Pracownicy kwiaciarni i panny młode toną zwykle najpierw w kwiatach, a na końcu we łzach (szczęścia). Szczególnie dotyczy to pary młodej po otwarciu kopert. Każda osoba wiecznie narzekająca ma umiejętność zanurzenia się w wymyślonych problemach. Wiosna pozwala nam wszystkim utonąć w radości i beztrosce, czego Państwu gorąco życzę.