Felietony

Skiba hurtowo i w detalu – zima, czyli lekcja historii

Środa, 11 lutego 2026 HURT & DETAL Nr 02/240. Luty 2026
Już wszyscy myśleliśmy, że zima to temat niemal egzotyczny. Coś, o czym opowiadają najstarsi górale, stare babcie we wsi czy wujek, który pamięta okupację, bo był wówczas dzieckiem.
Ostatnie zimy przypominały dawną, polską jesień, bo tylko wiało i padało, a liście w ogrodzie leżały jak bezrobotny na kanapie, czyli od listopada do kwietnia. Zero śniegu, mrozu i bałwanów. Zero zabaw w śnieżki. Zima była w Polsce tylko na filmach i w reklamach.

Tam padał cudny śnieżek, dzieci wsadzały w ulepiony śnieg marchewkę, która miała udawać nos u bałwana, a określenia takie jak „białe święta” czy „miłośnicy białego szaleństwa” w odniesieniu do narciarzy wywoływało pusty śmiech i zgrzytanie zębami.

Powszechnie mówiono, że „dawniej to były zimy”, a na takie określenia, jak „zaspy śnieżne”, „śnieżyca” czy „oblodzone tory” można było trafić jedynie w starych powieściach, których autorzy specjalizowali się w opisach przyrody.

Ciepłe, krótkie zimy miały swoje konsekwencje. Wiara w globalne ocieplenie stała się powszechna, a ci, którzy zarabiali na narciarzach, musieli kupować armatki śnieżne lub przerzucać się na inny biznes.

Najzwyczajniej zapomnieliśmy, że coś takiego jak prawdziwa zima w ogóle istnieje. W Polsce, z racji dawnej historii, zadomowiły się takie określenia, jak syberyjskie mrozy czy ruska zima. Na pocieszenie, że gdzieś jest jeszcze zimniej, opowiadano sobie żarty o Lapończykach i Eskimosach.

I oto nagle mamy prawdziwą, meteorologiczną lekcję historii. Przepowiadacze pogody z telewizji nagle stali się ważniejsi niż komentatorzy polityczni. Gdy sypnęło prawdziwym śniegiem, a temperatury w Polsce spadły, wszystkie telewizyjne pogodynki znalazły się w centrum zainteresowania niczym Donald Trump czy laureaci filmowych Oscarów.

Takich mrozów jak w tym roku nie było już dawno. Po raz kolejny drogowcy nie tylko dali się zaskoczyć, ale stali się momentami całkowicie bezradni. Dawne żarty, że w Polsce śniegu coraz mniej, ale bałwanów coraz więcej, stały się nieaktualne. Polacy kochają zimę, ale zapomnieliśmy, jak ona naprawdę wygląda.

To fantastyczna lekcja historii, aby się nie przyzwyczajać, bo klimat robi figle. Już uwierzyliśmy, że będzie u nas jak w Hiszpanii. Lekkie zimy niczym wiosny i upalne lata. Dziadek Mróz powrócił jak za dawnych lat. Powróciły też wspominki o dawnych tzw. zimach stulecia.

Były w ostatnich czasach takie dwie. Zima w 1963 oraz w 1979 roku. Tę drugą dobrze pamiętam, bo zamknęli szkoły na dwa tygodnie i mieliśmy dłuższe, niespodziewane ferie. Została po niej pamiątka w postaci filmu pt. „Bal na dworcu w Koluszkach” – prawdziwa historia o pasażerach, którzy jechali pociągiem na bale sylwestrowe, ale utknęli na dworcu PKP w Koluszkach, bo tory zamarzły.

Samą zimę pamiętam dokładnie, bo zaspy były na dwa metry, a ruch samochodowy praktycznie zamarł. Po tej zimie sąsiad odkopał swojego Fiata 126p, czyli malucha (jak wówczas mówiono), niczym skarb piratów na wyspie z powieści Stevensona.

„Gdzie są niegdysiejsze śniegi” – pisał poeta i oto mamy odpowiedź, że „tutaj”, u nas nad Wisłą. Młodzi mogą się przekonać, że opowieści starych dziadków o dawnych zimach, to nie były bajki i opowiadanka z „Mchu i paproci”.

To prawdziwa lekcja życia, że nie warto ulegać złudzeniom. Coś, co wydaje się oczywiste, stałe i niezmienne, może jednego dnia przewrócić się do góry nogami. Zrobić fikołka, a nam życiowy kawał. Tak jak ceny w sklepie czy modne towary. Jednego dnia jest na nie popyt, a drugiego już nikt nie chce na nie patrzeć i nie sprzedamy ich nawet za grosze.

Pani zima w Polsce wróciła wraz z całym swoim mroźnym orszakiem, czyli oblodzeniami, zaspami śnieżnymi, soplami metrowej długości, nieprzejezdnymi torami oraz chodnikami, na których można złamać nie tylko nogę, ale także swoją karierę.

Dawno temu wymyślono takie powiedzonka, jak „byle do wiosny” czy „lepiej mieć kalesony niż bokobrody” oraz „uchu cha! Zima zła”. Mówiono też, że zima trzyma i nie puszcza, jak pracownik kopertę po wypłacie. Dziś te ludowe powiedzonka wracają niczym stare strachy w polityce.

Żartownisie twierdzili, że warto mieć grubą kobietę przy sobie, bo zimą grzeje, a latem daje cień. Ale dziś na skutek poprawności politycznej, takie formy odeszły w niechlubną przeszłość. Ale czy aby na pewno?

Zimowa lekcja uczy nas jednego: by nie żegnać pochopnie zjawisk, które wydają się nam czymś z innej epoki. Oto na naszych oczach wróciły śniegi, jak z lat 60. czy 70. Może też wrócą dawne lęki, obyczaje, mody, zachowania, dawno już zamknięte do Muzeum Powszechnej Głupoty i Światowych Nieporozumień. Wiemy przecież, że historia lubi się powtarzać. Tylko często już jako okrutny kabaret.

Krzysztof Skiba






tagi: Krzysztof Skiba , rynek spożywczy , sprzedaż , handel , konsument , FMCG , hurt , detal , produkty spożywcze , nowości , przemysł spożywczy , sieci handlowe , sklepy spożywcze ,