To oczywiście hasło wysłużone niczym stara szkapa z powieści Konopnickiej, ale jest w nim coś takiego, że je powtarzamy w nowym roku – niczym buddyjscy mnisi w klasztorze swoją mantrę. Wynika to z przywiązania do kalendarza. Człowiek jest z nim tak mocno związany, zapewne dlatego, że naiwnie wierzy, iż im ściślej się z nim zwiąże, tym trudniej będzie mu w niego kopnąć. A kopnięcie w kalendarz zwykle kończy ostatnią rundę życia.
Szczęśliwi zawsze głośno ogłaszają, że nie liczą czasu. Nie żeby mieli go pod dostatkiem. Zwykle szczęśliwe są tylko chwile, bo cierpienie i męka – jak twierdzą sadyści – zawsze trwają za długo. Jednak, gdy jesteśmy szczęśliwi, czas nam się nie dłuży. Dłużyć to mogą się nieudane polskie filmy lub przemówienia polityków, ale nigdy szczęście. To coś, co nazywamy szczęściem, podobnie jak życie, chcemy czerpać garściami.
Była nawet kiedyś taka piosenka, w której wokalista z przekonaniem śpiewał, że „nie liczy godzin i lat”, a potem go podliczyli i okazało się, że miał długi – i to nie tylko czasowe.
Czas jest jak maratończyk. Po prostu zawsze biegnie. Różnica jest taka, że maratończyk biegnie długo, ale zawsze kiedyś kończy. Tymczasem czas nigdy nie dobiega do mety. Bywają jednak takie momenty, gdy ktoś brutalnie oznajmia nam: „czas się panu skończył”. Czyli czas niby nigdy się nie kończy, bo płynie sobie jak Titanic po wzburzonych falach życia, ale konkretnym ludziom może się skończyć. I bywa, że niespodziewanie lub nagle.
Sportowcom, modelkom, tancerkom i politykom czas szybko się kończy, choć są oczywiście wyjątki. Ostatnio w internecie panuje moda na prezentowanie modelek długowiecznych. Zdrowo żyjące panie, dbające o urodę i figurę, prezentują się na wybiegach, będąc w zaawansowanym wieku.
O takich osobach mówi się, że czas się ich nie trzyma. W kontrze są osoby, po których już w młodości widać, że nadgryzł je ząb czasu. Dlaczego czas ma zawsze tylko jeden ząb? Tej tajemnicy, pomimo rozszyfrowania hieroglifów egipskich, do dziś nie udało się odkryć. Jeżeli czas kogoś lub coś zjada, to zawsze jednym zębem. Może chodzi o to, że jednym zębem bardziej boli, bo można kąsać? A ktoś pokąsany przez czas zwykle rzadko kiedy jest w jednym kawałku.
Kalendarz, czyli początki i zakończenia roku, miesiąca czy tygodnia, jest jednak ważny, bo gdy nagle znajdziemy się poza kalendarzem, to możemy wypaść z obiegu jak worek ziemniaków z ciężarówki.
Są tacy, którzy potrafią trzymać się kalendarza, a są tacy, którzy albo z kalendarzem bywają na bakier, albo są w tych sprawach całkowicie pogubieni.
Czas liczymy w zależności od etapów życia. Gdy jesteśmy dziećmi chwalimy się na lewo i prawo swoim czasem typu: „A ja mam już cztery latka!”, „A ja pięć!”, i tak dalej.
Potem ważną granicą jest wkroczenie w umowną dorosłość, czyli przekroczenie osiemnastu lat. Tu również często machamy tym swoim „dorosłym” wiekiem niczym legitymacją partyjną. Do rodziców, gdy kręcą nosem na nasze nocne wyjścia z kumplami, mówimy: „ale przecież ja jestem już dorosły”. Z upływem lat ta wyliczanka czasowa, czyli chwalenie się wiekiem, mija. Zaczyna się to wcześnie, bo już tak po trzydziestce. Im ktoś starszy, tym rzadziej mówi, ile ma lat.
O mężczyźnie, który ma trzydzieści trzy lata, opowiada się, że wkroczył w „wiek chrystusowy”, co ma podkreślać pewne jego doświadczenie życiowe. W kulturze chińskiej istnieje zasada, że im ktoś starszy, tym bardziej jest mądry. Rdzenna ludność Ameryki, pomyłkowo zwana Indianami, a prawidłowo „First Nations”, gdy miała podjąć ważną dla plemienia decyzję, odwoływała się do Rady Starszych. To starsi zwykle decydowali – w Chinach czy w Ameryce – bo czas miał im dać zapasy wiedzy i doświadczenia.
Jednak to młodzi zwykle potrafili zawojować świat, bo taki wódz jak Aleksander Wielki, gdy podbił pół globu, miał zaledwie dwadzieścia cztery lata. W sztuce także doświadczenie i lata pracy mają znaczenie, ale jednak to nieopierzeni młodzi, często nadają ton zmianom.
Genialny, francuski poeta Rimbaud miał zaledwie dziewiętnaście lat, gdy napisał wszystkie swoje najważniejsze wiersze i stwierdził, że dalej nie ma już po co pisać. Lider Beatlesów Paul McCartney największe hity napisał także w wieku dziewiętnastu lat i choć do dziś nagrywa i wydaje płyty, to te piosenki, które uznajemy za jego największe osiągnięcia, pochodzą z czasów cherlawej młodości.
Czas więc płata nam różne figle i nie możemy jednoznacznie uznać, że ktoś, kto jest stary, jest automatycznie mądry. Istnieje nawet takie brzydkie określenie: „stary, a głupi”. Z kolei młodość nie zawsze musi być chmurna i durna, bo bywa przemyślana, mądra i niesamowicie twórcza. Wiadomo tylko, że kobiety po czterdziestce nie pyta się już o wiek, a faceta po siedemdziesiątce – o kobiety.
Jedno jest pewne: zarówno dla mądrych i głupich, czas pędzi jak szalony. Z tym pędzeniem trzeba uważać, by nie ulec przedwczesnemu rozbiciu.
Skoro jesteśmy już w nowym roku i wszyscy zrobiliśmy się starsi o rok, o czym zapewnił nas wspomniany już dzisiaj wielokrotnie kalendarz, to niech Państwo przyjmą ode mnie najlepsze życzenia na ten 2026 rok, a przede wszystkim – aby te słynne postanowienia noworoczne, czyli z „nowym rokiem, nowym krokiem”, które prawie nigdy się nie udają ani nie spełniają, w tym roku wyjątkowo się spełniły.