Gospodarka

Spółki niechętnie przechodzą na estoński CIT. Nie chcą się narazić na dodatkowe kontrole fiskusa

Poniedziałek, 05 grudnia 2022
Według najnowszego badania, dziewięciu na dziesięciu managerów i właścicieli spółek zetknęło się z pojęciem tzw. estońskiego CIT-u. Największa znajomość tego tematu jest w gronie respondentów z miast liczących powyżej 200 tys. mieszkańców. Przeszło połowa ankietowanych deklaruje, że zna mechanizm działania ww. rozwiązania. Prawie 14% ankietowanych rozważa zmianę na wspomnianą formę opodatkowania. Do tego respondenci, którzy nie zamierzają przechodzić na tzw. estoński CIT, wskazali powody swojej decyzji. Przede wszystkim obawiają się tego, że takim ruchem naraziliby się na dodatkowe kontrole skarbówki. Ponadto boją się, że to jeszcze bardziej skomplikuje ich rozliczenia z fiskusem.
Znajomość tematu

Jak wynika z oficjalnych danych resortu finansów, w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy br. liczba spółek, które wybrały tzw. estoński CIT, wzrosła w Polsce o ponad 1,5 tys. proc. rdr. W tym roku najwięcej takich przypadków było w styczniu, a najmniej – w sierpniu. Natomiast, według sondażu UCE RESEARCH, 89,1% respondentów prowadzących spółki zna pojęcie tzw. estońskiego CIT-u. 7,5% odpowiada przeciwnie, a 3,4% nie wie, czy w ogóle o tym kiedykolwiek słyszało. Pozyskano opinie ponad tysiąca osób, które w dniu ankiety zarządzały bądź same prowadziły działalność w postaci spółki akcyjnej, prostej sp. akcyjnej, sp. z ograniczoną odpowiedzialnością, sp. komandytowej lub sp. komandytowo-akcyjnej, a do tego nie korzystały z tzw. estońskiego CIT-u.

– Moim zdaniem, wynik blisko 90% świadczy o tym, że rozwiązanie zostało dosyć dobrze zareklamowane przez MF i środowisko doradców podatkowych. Na poziomie bardzo ogólnym jest ono znane wielu przedsiębiorcom. Jednak właściciele firm wciąż bardzo nieufnie podchodzą do wszelkich zmian podatkowych i trudno im uwierzyć, że jakieś rozwiązanie może okazać się dla nich korzystne. Sporadycznie szefowie przedsiębiorstw myślą, że warunkiem skorzystania z tej opcji jest zmiana rezydencji podatkowej. Takie wnioski są wyciągane na podstawie potocznej nazwy. Bardziej powszechny jest termin estoński CIT niż ryczałt od dochodów spółek – komentuje dr Anna Wojciechowska, ekspertka BCC, była Naczelnik Wydziału Kontroli Podatkowej Urzędu Kontroli Skarbowej w Gdańsku.

Jak zaznacza doradca podatkowy Katarzyna Winiecka, regulacje dotyczące estońskiego CIT-u skierowane są do grupy przedsiębiorstw o określonej strukturze właścicielskiej i spełniającej ustawowe warunki. Nie dziwi więc fakt, że nie każdy manager przyswoił informacje na temat nowego sposobu opodatkowania dochodu spółek. Niektórzy mogli po prostu nie zwrócić uwagi na wiadomości z tego zakresu. Ponadto z badania wynika, że wśród tych, którzy nie słyszeli o ww. rozwiązaniu, są przede wszystkim osoby prowadzące biznes w najmniejszych miejscowościach. Z kolei największa znajomość tematu jest w gronie przedsiębiorców działających w miastach liczących powyżej 200 tys. mieszkańców.

– To bardzo interesujący wynik, który możemy odbierać jako pewną diagnozę świadomości prawnej przedsiębiorców w zależności od lokalizacji biznesu. Fundamentalnym celem tzw. estońskiego CIT-u jest wspieranie rozwoju przedsiębiorstw. To rozwiązanie proinwestycyjne, które ma zachęcać do inwestowania w zamian za odroczenie płatności podatku. A jak powszechnie wiadomo, najbardziej sprzyjającym otoczeniem dla rozwoju biznesu są duże miasta – analizuje doradca podatkowy Ewa Flor.

Respondenci zostali też zapytani o to, czy znają dokładny mechanizm działania tzw. estońskiego CIT-u. 55,1% badanych odpowiedziało twierdząco, a 35,7% – przecząco. Natomiast 9,2% nie potrafiło tego stwierdzić. Katarzyna Winiecka podkreśla, że nie każda spółka może skorzystać z tego rozwiązania. Dla części przedsiębiorców zapewne bardzo wstępna weryfikacja wymagań wystarczyła, żeby na tym etapie zakończyć rozważania związane z tym zagadnieniem. O braku bardziej szczegółowego zainteresowania estońskim CIT-em może decydować branża, w której działa przedsiębiorstwo, albo tzw. pasywny charakter osiąganych przychodów.

– Warto się zastanowić, z jakich źródeł przedsiębiorcy przede wszystkim mogą czerpać wiedzę na temat estońskiego CIT-u. W mojej ocenie, generalnie wzrost aktywności innowacyjnej przedsiębiorstw podyktowany jest najczęściej zachowaniami konkurencji wprowadzającej innowacje. Do tego dochodzi wsparcie kompetentnego doradcy, który poinformuje, zachęci i pomoże bezpiecznie wprowadzić do firmy  nową formę opodatkowania – mówi Ewa Flor.

Argumenty i obawy

Autorzy badania zapytali też przedsiębiorców i managerów, czy aktualnie rozważają zmianę obecnej formy opodatkowania na tzw. estoński CIT. 13,8% respondentów odpowiedziało twierdząco. Natomiast 66,9% stwierdziło, że obecnie o tym nie myśli. 19,3% nie potrafiło się jednoznacznie określić. Jak ocenia dr Wojciechowska, niespełna 14% osób zdecydowanych na zmianę to stosunkowo dobry wynik. Chociaż tu też widać, że przedsiębiorcy podchodzą do tej koncepcji dosyć nieufnie. Obawiają się niestabilności systemu podatkowego i tego, że to rozwiązanie – chociaż dla wielu firm bardzo korzystne – zostanie zaraz zmienione i straci na atrakcyjności. Sam estoński CIT doczekał się już kilku istotnych modyfikacji w ciągu ostatnich dwóch lat.

– Blisko 14% za przejściem na estoński CIT nie wydaje się wysokim odsetkiem respondentów. Wiele czynników mogło mieć znaczenie dla takiego ukształtowania się struktury odpowiedzi na to pytanie. Zapewne jednym z nich jest obawa przed nowością. Rozliczenie z fiskusem nie jest obszarem, na którym przedsiębiorcy lubią eksperymentować. Niektórzy wolą zaczekać, aż ukształtuje się linia interpretacyjna organów podatkowych, a niekiedy i orzecznictwo sądów administracyjnych. Wtedy czują się bezpieczniej – stwierdza Katarzyna Winiecka.

Respondenci, którzy nie myślą o przejściu na tzw. estoński CIT, tłumaczą swoją postawę. 21,6% z nich boi się, że przez ww. zmianę narażą się na dodatkowe kontrole fiskusa. Z kolei 14,3% ankietowanych boi się, że taki ruch skomplikuje ich rozliczenia z fiskusem – 14,3%. Na trzecim miejscu najczęściej podawanych powodów jest otwarty katalog świadczeń, który – w ich ocenie – może zostać uznany za ukryte zyski – 11,6%.

– Niestety, każda preferencja podatkowa wiąże się z możliwością kontroli ze strony fiskusa. A obecnie takie działania są niejednokrotnie bardzo uciążliwe i coraz bardziej skuteczne. Dla przykładu, w 2021 roku aż 91% kontroli celno-skarbowych zakończyło się ustaleniem nieprawidłowości w zakresie rozliczeń podatkowych. Podatnicy boją się takich czynności i to nie dlatego że świadomie oszukują, tylko z powodu tego, że obecne prawo podatkowe jest wyjątkowo niespójne i daje duże pole do jego interpretacji – podkreśla dr Wojciechowska.

Natomiast na samym dole tego zestawienia widzimy niezrozumienie istoty estońskiego CIT-u – 2,1%. Wyżej jest brak takich możliwości, jak łączenia z ulgą B+R/IP BOX lub innymi ulgami – 2,2%, a także przynależności spółki do grupy kapitałowej – 3,6%. Czwarte miejsce od końca to uniemożliwienie odliczania darowizn i rozliczania strat – 4,4%, a piąte – nieopłacalność tego rozwiązania po przeliczeniu wszystkiego – 6,2%.

– Mamy tu takie odpowiedzi, jak brak możliwości łączenia ryczałtu z ulgami, należenia spółki do grupy kapitałowej, a także odliczania darowizn i rozliczania strat. One nie tyle powodują obawy przed zmianą opodatkowania, co zasadniczo ją uniemożliwiają. Estoński CIT jest opłacalnym i korzystnym rozwiązaniem, ale oczywiście nie w każdym przypadku. Ocena zależy od indywidualnej sytuacji podatnika. W przypadku wielu spółek inwestujących w rozwój swojej działalności znacznie bardziej opłacalne może okazać się jej opodatkowanie według zasad ogólnych i umiejętne zastosowanie dostępnych, licznych ulg podatkowych – podsumowuje doradca podatkowy Ewa Flor.



Źródło: MondayNews
Fot: mat. prasowe


tagi: estoński CIT , kontrole , fiskus , ekonomia , gospodarka , finanse , podatki , firma , biznes , przedsiębiorca ,