Trwałym elementem życia nad Wisłą są zbiórki. W zasadzie gdy jedna zbiórka się kończy, druga się zaczyna, a bywa, że wiele zbiórek trwa jednocześnie.
Dawno temu popularne były zbiórki harcerskie. Harcerze zbierali się w harcówce albo w lesie. Ci w harcówce omawiali zbiórki w lesie, a ci w lesie zdobywali sprawność Janosika, biegając z toporkiem po leśnych ostępach, budując szałasy.
Harcerze lubili (i chyba nadal lubią) zbierać się przy ognisku. Jak się zbierze przy nim spora grupa harcerzy, to śpiewają trzymając się za ręce lub wznoszą harcerskie okrzyki i powitania. Podczas swych ogniskowych zbiórek harcerze utworzyli nawet typ piosenek, które od miejsca spotkań nazywają się „piosenkami ogniskowymi”. Piosenki ogniskowe, w odróżnieniu od piosenek z radia, dają się łatwo zaśpiewać z towarzyszeniem gitary akustycznej i są znane wszystkim. Takie hity jak „Płonie ognisko w lesie” czy „Bo wszyscy harcerze to jedna rodzina” powstały właśnie podczas ogniskowych zbiórek.
Zupełnie innego rodzaju, ale też barwne i rozśpiewane, zbiórki organizują osiedlowi koneserzy trunków. W tych licznych, a nawet masowych, społecznościach miejskich wszystkie zbiórki mają jeden cel – jest nim zebranie odpowiedniej ilości kasy na tanie wino. Cel jest więc konkretny i jasno wytyczony. Każdy uczestnik zbiórki wie, na co zbiera, dlatego ma dużą motywację.
Scenariusz akcji zbiórkowej jest bardzo prosty. Po zebraniu odpowiednich funduszy, bez zbędnych formalności i biurokratycznych procedur, następuje szybka realizacja planu. Po wydaniu funduszy ze zbiórki, czyli zakupie wina, następuje najprzyjemniejszy jej finalny element, polegający na radosnej konsumpcji. A po konsumpcji bywa – podobnie jak u harcerzy – zbiorowe śpiewanie.
Zamglony wzrok, obejmowanie się wzajemne, poklepywanie po plecach i śpiewy są bardzo podobne. Harcerze mają zamglony wzrok od dymu, który idzie z ognia, a koneserzy trunków od wina. Tańce i śpiewy są pod względem formalnym podobne, przy czym w harcerskich piosenkach nie używa się wulgaryzmów. Za to śpiewy osiedlowych degustatorów mają tych wulgaryzmów w nadmiarze, a często zakończone są dodatkowo układem choreograficznym, zwanym popularnie osiedlową bijatyką. Harcerze raczej się nie biją, chyba że komendant obozu pozwoli.
Jest taki stary dowcip. Przychodzi osiedlowy koneser trunków do drugiego i oznajmia:
- Jest dzisiaj zbiórka.
- Gdzie? – pyta drugi.
- Nie gdzie, tylko po ile? – odpowiada fachowo pierwszy.
Obywatele, którzy zbierają się w grupie zwani są często zbieraniną. Dawno temu w szkołach organizowano różne zbiórki i to nie tylko te harcerskie. Były przymusowe zbiórki makulatury lub zbiórki opakowań szklanych. We wczesnym PRL-u zbierano stonkę zrzucaną na pola przez szpiegów amerykańskich lub zbierał się kolektyw. Zebranie bojowego kolektywu także często kończyło się śpiewaniem, o ile prowadzące je sekretarz miał dobry humor i podano czystą lub bimber.
Na szczęście dziś zbiórek w starym stylu już nie ma, a współczesne zbiórki kojarzą się głównie ze zbiórkami charytatywnymi. Zwykle zbiórki takie maja miejsce, gdy wydarzy się jakiś dramat. Były zbiórki dla powodzian, dla poszkodowanych w pożarach lub innych klęskach żywiołowych.
Co ciekawe, czasem zbiórki organizują bardzo bogate instytucje, które chcą być jeszcze bardziej bogate. Wielu zbiera na innych, ale są tacy, którzy otwarcie zbierają tylko na siebie. Są zbiórki na konkretny cel, np. pomoc jakiejś chorej lub poszkodowanej przez życie i okrutny los osobie. Te zbiórki są szybkie i krótkie. Chodzi o to, by w szybkim czasie zebrać konkretną kwotę przeznaczoną na leczenie i pomoc.
Są też zbiórki, które podobnie jak choroby, mają charakter wybitnie przewlekły. Te trwają przez cały czas, bo w nich nie chodzi o to, aby zebrać pieniądze i kupić coś potrzebnego, tylko po to, by cały czas zbierać, podsycając wśród zbierających atmosferę zagrożenia, nieustannej potrzeby i ciągłego braku.
Mimo zbiórek fałszywych i oszukanych, których niestety na rynku akcji charytatywnych nie brakuje, są też zbiórki z których możemy być dumni. Zbiórki, które wbrew narzucanej często narracji pokazują, że w chwilach próby potrafimy jako Polacy być razem. Nie ważne są podziały, poglądy czy gusty muzyczne. Ważny jest cel i konkretna pomoc. Najsłynniejszą i największą zbiórką charytatywną na świecie jest trwającą już ponad trzydzieści lat Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która zbiera pieniądze na sprzęt medyczny.
Najnowszym hitem w krainie zbiórek była zbiórka zorganizowana przez gwiazdy Internetu rapera Bedoesa i youtubera Łatwoganga. W ciągu dziewięciu dni, prowadząc live stream na swoim kanale, zebrali dzięki wsparciu wybitnych sportowców i znanych celebrytów ponad 251 milionów złotych na Fundację Cancer Fighters, wspierającą dzieci chore na raka. To największa zbiórka w polskim Internecie, która widowiskowo rozbiła bank ze zbiórkami.
I co by nie mówić, takie zbiórki są najfajniejsze.