Wywiady

Rozmowa z Leszkiem Wąsowiczem, Prezesem Zarządu HELIO

Wtorek, 26 listopada 2019 HURT & DETAL Nr 11/165. Listopad 2019
Interaktywna gra strategiczna – tak żartobliwie określa zarządzanie firmą, której poświęcił blisko 30 lat swojego życia wprowadzając ją na szczyt bakaliowej piramidy. Choć wciąż aktywnie zarządza Spółką, stara się nadrabiać zaległości z młodości w zakresie podróży. O wizji, konsekwencji i determinacji w dążeniu do celu, a także o aktywnym przywództwie rozmawiamy z Leszkiem Wąsowiczem.
Rok 1992, troje przyjaciół, ogromne ambicje, determinacja ale i duże ryzyko – tak zaczęła się historia firmy…

Dokładnie! Jesteśmy jedną z tych firm, która powstała z mariażu marzeń przedsiębiorczych Polaków i możliwości tworzącej się gospodarki wolnorynkowej lat 90-tych. Mieliśmy po dwadzieścia kilka lat kiedy postanowiliśmy założyć swój własny biznes. W jednym pokoju mieszkaliśmy, drugi wynajmowaliśmy na hurtownię kosmetyków, a w trzecim razem z żoną i kolegą prowadziliśmy własną firmę. Winda dojeżdżała na drugie piętro, więc kursowaliśmy z towarem po schodach. Byliśmy jednocześnie menedżerami, pakowaczami i kierowcami. Z pieniędzy uzbieranych na weselu kupiliśmy trzynastoletniego dużego fiata, jeździłem nim jeszcze ze cztery lata, potem doszedł polonez truck i chyba „lublin”. Nie śniło mi się nawet, że możemy zostać potentatem rynku bakalii dysponującym nowoczesnym i jednym z największych zakładów produkcyjnych w Europie. Zresztą nie było wtedy czasu na myślenie o tak dalekich perspektywach. Tym bardziej, że w pewnym momencie nasz przyjaciel musiał odłączyć od wspólnego biznesu, a trzeba było zapanować nad bieżącym dynamicznym rozwojem. Szansa była olbrzymia, ale i zagrożeń nie brakowało. Firmę finansowaliśmy z własnych środków, bez wsparcia zewnętrznych inwestorów, czy bogatego wujka. To były dla nas takie studia MBA, gdzie egzaminy zdawaliśmy każdego dnia na własnej skórze.

Czy przełomowe decyzje dla firmy wymagają przede wszystkim odwagi?

Niestety jest to dużo bardziej skomplikowane. Niemniej jednak odwaga bez wątpienia jest potrzebna we wdrażaniu niesztampowych rozwiązań. Jeżeli będzie paraliżował nas strach przed porażką, czy nawet obawa przed wystawieniem się na krytykę, to wyjście poza utarty schemat nie będzie możliwe. Odnoszę wrażenie, że to właśnie strach przed „wychyleniem się” często blokuje świetne pomysły wśród pracowników, szczególnie w dużych organizacjach, gdzie łatwiej zniknąć w tłumie niż przebić się do decydenta, który będzie chciał podjąć ryzyko. Z dumą zatem stwierdzam, że w HELIO udało nam się pogodzić rozwój przedsiębiorstwa z zachowaniem atutów kultury organizacyjnej firmy rodzinnej. Wśród „swoich” dużo łatwiej podejmować jest ryzyko twórczej polemiki i dzielenia się pomysłami podczas burzy mózgów. Jako Prezes i strategiczny właściciel nie pozostaję przy tym postacią znaną większości pracowników wyłącznie z firmowych broszur czy portretów. Preferuję aktywny styl przywództwa. Lubię być „w grze”, rozmawiać z pracownikami, słuchać zewsząd pomysłów na usprawnienia. Choć przytrafiały się też wpadki, z satysfakcją stwierdzam, że udało się stworzyć coś bardzo wartościowego – permanentnie rozwijającą się organizację, którą po dziś dzień zarządzam. Cieszy mnie to zaś po trzykroć – jako założyciela firmy, jej obecnego prezesa oraz głównego akcjonariusza.

Co z perspektywy czasu wydaje się Panu największym sukcesem firmy w zakresie odważnych innowacji?

Od początku naszej działalności byliśmy awangardą dla branży bakaliowej. Zawsze poszukiwaliśmy innowacyjnych produktów, czy rozwiązań, które później mieliśmy odwagę realizować. W kontekście Świąt Bożego Narodzenia warto dla przykładu przypomnieć, że byliśmy pionierem kategorii mas makowych, która zrewolucjonizowała rynek i przyzwyczajenia konsumenckie. Na początku XXI wieku rynek nie znał przecież jeszcze takich produktów. Jako pierwsi ruszyliśmy z ich produkcją na masową skalę. W jednym z warszawskich hipermarketów przed Bożym Narodzeniem zeszły 192 opakowania, a po dwóch latach w tym samym sklepie sprzedaliśmy już kilkanaście tysięcy sztuk. Masy lepiej rotowały niż cukier! Sieci handlowe schodziły maksymalnie z marży, by przyciągnąć klientów. To był prawdziwy sukces, który utwierdził mnie w przekonaniu, że warto próbować z odważnymi projektami. To dzięki nim jesteśmy dziś na szczycie bakaliowej piramidy w Polsce.

Prowadzenie firmy to przede wszystkim…

Nie ma jednej recepty na życie, ani na prowadzenie biznesu. Z mojej perspektywy jednak wskazałbym, że przepisem na sukces była przede wszystkim wizja, konsekwencja i determinacja w dążeniu do celu oraz niepoddawanie się koniunkturalnym naciskom. Nasz biznes oparliśmy bowiem o strategię rozwoju organicznego. Dzięki temu systematycznie budujemy przewagę konkurencyjną HELIO, nie obciążając przy tym nadmiernie kondycji finansowej a tym samym będąc wiarygodnym partnerem dla wszystkich interesariuszy, w tym w szczególności odbiorców, dostawców, czy banków. Dzięki wizji, konsekwencji i stabilnej strukturze właścicielskiej realizujemy wielkie przedsięwzięcia metodą małych kroczków. Dość powiedzieć, że oddając w 2011 r. nowy zakład w Brochowie mięliśmy prawdopodobnie największy obiekt tego typu w branży bakaliowej w Polsce i jeden z największych w Europie, a dziś… jego powierzchnia jest już dwukrotnie większa! Do tego mamy 20 nowoczesnych linii produkcyjnych mogących wyprodukować aż 8 mln opakowań miesięcznie. Daje nam to olbrzymi potencjał i elastyczność dostosowania się do oczekiwań naszych odbiorców. Równolegle prowadzimy szereg innych inwestycji, o których długo by mówić. Jako ciekawostkę zatem przytoczę, że świętujemy właśnie nasze inauguracyjne zbiory z założonej jesienią ubiegłego roku doświadczalnej plantacji orzecha włoskiego. Celem projektu jest sprawdzenie, które spośród 10 wykorzystanych odmian rosnących w lokalnych warunkach wykażą się największą efektywnością i przydatnością dla przemysłu bakaliowego. Dzięki temu chcemy przyczynić się do zwiększenia wydajności upraw orzecha włoskiego w Polsce, a tym samym zostawić trwały ślad po sobie dla przyszłych pokoleń. Projekt przewidziany jest bowiem na długie lata, a jego wymiar rzekłbym z pogranicza inwestycji i CSR. Swoją drogą tak właśnie widzę nasze przedsiębiorstwo – to nie jest bezduszna maszynka do chwalenia się krótkookresowymi „rozdmuchanymi” sukcesami, lecz projekt, któremu poświęciłem większą część mojego życia.

Najgorsze biznesowe wspomnienie to…

Największy kryzys przeżyliśmy w 2002 roku, gdy bank odmówił nam finansowania. Wielkanoc wypadła wtedy pod koniec kwietnia. Analityk bankowy porównał pierwszy kwartał bieżącego roku obrotowego z tym samym okresem rok wcześniej i wyszło mu, że mamy ogromne spadki sprzedaży i zysku. I bank zakręcił kurek z pieniędzmi. Gdyby porównali cztery miesiące, a nie trzy, zobaczyliby wzrosty sprzedaży rzędu 35 % Byliśmy zadłużeni, myślałem, że to koniec. Na szczęście inny bank prawidłowo porównał tabelki w excelu i otworzył nam linię kredytową. Doświadczenie to ukształtowało mnie w pewnym sensie na przyszłość. Dlatego tak wielką wagę przywiązuję do stabilności finansowej HELIO. Mimo pozornej prostoty biznesu, branża jest naprawdę trudna i w poszczególnych kwartałach trzeba się liczyć ze stratami netto. Z dumą zatem stwierdzam, że przez prawie 3 dekady udało nam się wszystkie lata obrotowe zamknąć „nad kreską”, co jest na tle branży wynikiem wybitnym. Mało kto wytrzymuje presję i obiektywizm oceny sytuacji. Większość firm z branży przeszło już dlatego w ręce funduszy inwestycyjnych i zagranicznych inwestorów. My zaś wciąż pozostajemy rdzennie polską firmą o stabilnym akcjonariacie i strategii rozwoju. Wbrew pozorom są to istotne atuty dla kontrahentów szukających pewnych i stabilnych dostawców.

Czas wolny przeznacza Pan pewnie na wypoczynek – w jakiej formie?

Lubię bardzo podróżować, zwiedzać. Być może jest to nadrabianie zaległości z młodości. Wszak gdy mieliśmy po dwadzieścia kilka lat moi rówieśnicy wyjeżdżali na urlopy, czy czerpali garściami ze studenckich wakacji, a my z żoną całkowicie pochłonięci byliśmy rozwijaniem naszego biznesu. Nie było wówczas czasu ani możliwości finansowych na wyjazdy. Na szczęście dziś organizacja, którą wraz z żoną nadal zarządzamy jest większa i bardziej samodzielna. Udaje się zatem wyrwać od czasu do czasu na wyjazd w bliższe lub dalsze zakątki świata, co nie oznacza, że całkowicie uwolnić głowę od spraw zawodowych. Przykładowo gdziekolwiek jestem poszukuję inspiracji produktowych na półkach lokalnych sklepów czy bazarów.

Pasja, hobby, zainteresowania to…

Nie będzie chyba dużą przesadą jeżeli powiem, że moją pasją jest doskonalenie stworzonej przeze mnie organizacji. Nie chciałbym jednak żeby to zabrzmiało wyniośle, czy patetycznie, więc może lepiej gdybym powiedział, że lubię pewną „interaktywną grę strategiczną”, której poświęciłem blisko 30 lat mojego życia. Ponadto jak wielu facetów w moim wieku lubię wyskoczyć na rower, czy basen, albo zostać „bohaterem w moim domu” po wyczerpującym majsterkowaniu. Zresztą światła domowych fleszy cieszą mnie najbardziej.

Dziękuję za miłą rozmowę.
Monika Górka




tagi: Leszek Wąsowicz, HELIO,