Kategorie produktów

Bo święta to coś więcej…

Piątek, 14 grudnia 2018 HURT & DETAL Nr 12/154. Grudzień 2018
… niż ogromna i pięknie ozdobiona choinka, góra prezentów i suto zastawiony stół. Święta to nawet coś więcej niż rodzinne spotkania, wymieniane uprzejmości i wspólne biesiadowanie. Święta to także coś więcej niż czas zadumy, udział w pasterce czy śpiewanie kolęd. Tak, święta to coś znacznie więcej.
Wokół świąteczny chaos. Zakupy, prezenty, wesołe „jingle bells”… Z plakatów i świątecznych reklam na przystankach autobusowych, w galeriach handlowych, a nawet w domach – z telewizorów szeroko uśmiechają się do nas wystrojone panie, którym uroczo przystojny model wręcza błyszczące kolczyki.

W czasopismach możemy znaleźć porady o tym na jaką dietę warto przejść przed świętami, aby móc bezkarnie objadać się makowcem i pierogami przy rodzinnym stole i nic a nic nie przytyć, czy też co zrobić z nietrafionym prezentem. I nie ma w tym nic złego jeżeli jednocześnie pamiętamy o tym dlaczego obchodzimy te święta, a co ważniejsze – dlaczego obchodzimy je tak, a nie inaczej.

A zaczęło się tak…

Wzmianki o Bożym Narodzeniu możemy znaleźć dopiero w IV w. naszej ery. Pierwszy ślad o tym święcie znajduje się w rzymskim kalendarzu z połowy IV wieku, tam pojawiają się sceny z życia Świętej Rodziny oraz okolicznościowe pieśni. Wtedy święta nie miały swojej stałej daty w kalendarzu. Wybór 25 grudnia nie był przypadkowy, wpisywał się w tradycję kultowych obrzędów zarówno słowiańskich, jak i antycznych, greckich i rzymskich.

Po licznych sporach dotyczących dnia narodzin Jezusa Chrystusa dopiero papież Juliusz I, zapytany o właściwą datę, ustalił ją na 25 grudnia – na podstawie rzekomo zachowanego do czasu jego pontyfikatu (337–352) powszechnego spisu ludności z okresu panowania Oktawiana Augusta. Pierwsi chrześcijanie nie przywiązywali wagi do miejsca i czasu narodzin Jezusa Chrystusa. Dla nich najważniejszym wydarzeniem było odkupienie świata przez śmierć i zmartwychwstanie Zbawiciela. Pierwsze obchody Bożego Narodzenia miały miejsce dopiero 300 lat po jego ziemskiej wędrówce.

Jeszcze późniejsza jest polska tradycja obchodów świąt, która narodziła się dopiero w XV w., kiedy prawdopodobnie z Czech dotarł do naszego kraju zwyczaj budowania szopek świątecznych i śpiewania kolęd. W 1424 r. została spisana zapomniana już dzisiaj pierwsza polska kolęda zaczynająca się od słów „Zdrów bądź, Królu Anielski”. Znacznie większą popularność zdobyła pochodząca z kancjonału Jana z Przeworska XIV-wieczna kolęda „Chrystus się nam narodził”. Historycy nie znają jej autora, ale domyślają się, że musiał on zapożyczyć treść z łacińskiej kolędy „Christus natus est nobis”.*

Magia świąt

Nie bez przyczyny święta nazywane są okresem magicznym, bo magii w nich niemało. Najbardziej niezwykłym dniem od zawsze była Wigilia Bożego Narodzenia. Sama nazwa pochodzi od łacińskiego słowa „vigilia”, które oznacza czuwanie, straż nocną, wartę. Tak określano dni poprzedzające najważniejsze święta w kościele, a zwyczajowo już przyjęło się tak nazywać 24 grudnia. W trakcie tego dnia odbywały się wróżby i odczytywanie znaków, starano się postępować tak, by zapewnić sobie i swojej rodzinie dostatek na kolejny rok.

Wierzono, że w Wigilię dusze zmarłych odwiedzają swoich bliskich krewnych i rodzinę. Z szacunkiem zatem dmuchano na krzesła i ławy, wypowiadając przy tym przeprosiny dla ewentualnie odpoczywającej tam zbłąkanej duszy. I tym była właśnie Wigilia, czasem spotkania z umarłymi, nocą świętą i straszną. I po to właśnie dziś przy naszych stołach pozostawiamy puste nakrycie i wolne miejsce – dla przodka. Tradycja ta zniwelowana została nieco przez katolicyzm, który przeniósł znaczenie tego święta na coś innego – na oczekiwanie na narodziny Dzieciątka, a puste miejsce przy stole – praktyczniej – stało się miejscem dla strudzonego wędrowca, co nawiązywało do tułaczki Świętej Rodziny.

Pogańskie i katolickie zwyczaje przeplatają się ze sobą również w symbolice potraw wigilijnych. Pogańska tradycja zaprasza dusze umarłych do wspólnego świętowania a jedzenie wigilijne – grzyby, groch, pszenica, mak – pochodzą z sadu, ogrodu, pola, lasu. 12 potraw wigilijnych przygotowanych głównie z płodów ziemi: maku, ryb, kapusty, grochu i miodu to symbol dostatku, witalności, szczęścia i trwałości sił życiowych. Dawniej liczba potraw na stole wigilijnym musiała być nieparzysta. Przygotowywano 7, 9 lub 11 dań i wierzono, że przyniesie to szczęście domownikom. Na 12 dań wigilijnych pozwalali sobie wyłącznie najzamożniejsi. Natomiast zgodnie z tradycją chrześcijańską, liczba 12 symbolizuje 12 apostołów, a według wierzeń ludowych nawiązuje do 12 miesięcy w roku.

Do początku XX wieku niektóre potrawy pozostawiano na noc na stołach dla dusz umarłych. Tego już się nie robi, ale tradycja wigilijna wciąż trwa. W świętach ważna jest ciągłość dziedzictwa, pewnego rodzaju powtarzalny porządek, który daje poczucie bezpieczeństwa, wspólnoty, tożsamości. Współcześnie również tego potrzebujemy, tak jak rytuałów czy nawet odrobiny magii.

Jaka Wigilia taki cały rok?

Wigilia w polskiej tradycji to jeden z najważniejszych i najbardziej uroczystych wieczorów w roku. Zwykle wieczerza rozpoczyna się wraz z nadejściem pierwszej gwiazdki, która niegdyś zaprowadziła Trzech Króli do stajenki, przy stole, który jest epicentrum wigilijnego wieczoru, gromadzą się najbliżsi. Stół przykryty jest białym obrusem, a pod nim umieszczamy sianko symbolizujące ubóstwo w jakim Jezus przyszedł na świat. Tym samym siankiem gospodarze zapewniają sobie dostatek i powodzenie na kolejny rok – to już wierzenie pogańskie. Podobnie, jak noworoczne wróżby z nim związane. Dawniej gospodarz trzymał w garści siano, z którego domownicy wyciągali jedno źdźbło. Zielone symbolizowało zdrowie, źdźbło z kłosami – dostatek, a suche – złe samopoczucie. Tradycja ta do niedawna jeszcze kultywowana była w wielu polskich domach, szczególnie na wsiach.

Zwyczaj, tradycja czy przesąd?

Jedne z nich to pogańskie przesądy inne to tradycja pielęgnowana od lat. Dlatego też na te pierwsze warto spojrzeć z przymrużeniem oka.

Od Wigilii, aż do Trzech Króli trwać będą tak zwane gody – czas przepowiedni i zwyczajów mających zapewnić zdrowie i dostatek. Kiedyś wręcz obowiązkiem było ich przestrzeganie, dziś takiego przymusu już nie ma, ale… po co ryzykować? A nuż łuska karpia zapewni nam bogactwo, którym przecież nikt nie pogardzi. Jakie są najpopularniejsze świąteczne symbole w naszym kraju?

Świąteczne drzewko

W polskiej tradycji zwyczaj ubierania choinki w Wigilię pojawił się dość późno, dopiero w XIX wieku. Początkowo strojenie choinki świątecznej w dzień Wigilii przyjęło się jedynie w dużych miastach w centrum kraju, zostało zapożyczone bezpośrednio od kolonistów niemieckich w czasie zaborów. Dopiero z czasem zwyczaj ten rozpowszechnił się na zamożniejsze dwory w innych rejonach kraju. Natomiast w polskich wsiach choinka zagościła dopiero w okresie międzywojennym, wypierając tym samym inną tradycyjną, ludową ozdobę świąteczną, jaką była podłaźniczka, zwana także jutką, sadem rajskim lub wiechą albo bożym drzewkiem. Była to najczęściej gałąź sosny albo czubek jodły lub świerku, zawieszane u powały czubkiem w dół, dzięki czemu pień wskazywał niebo. Wiązał się z nimi zwyczaj, który zapewniać miał urodzaj i dorodność trzody – po ususzeniu ozdoby zakopywano ją w całości w polu bądź uprzednio krusząc, dosypywano do paszy zwierząt hodowlanych. W tradycji utrwalił się również przekaz, że temu, który ścina choinkę na świąteczne drzewko, w nadchodzącym roku gwarantowane jest szczęście i powodzenie. Drzewko miało chronić dom i jego mieszkańców od złych mocy. A co pojawiało się na świątecznym drzewku? Na choince nie mogło zabraknąć jabłek, które symbolizowały zdrowie i urodę. Orzechy zawijane w złotko miały zapewnić dobrobyt i siły witalne, zaś miodowe pierniki – dostatek na przyszły rok. Łańcuchy również mają swoje zadanie, otóż wzmacniają rodzinne więzi, a gwiazdka na czubku, to pamiątka gwiazdy betlejemskiej. Dzwonki oznaczały dobre nowiny i radosne wydarzenia w rodzinie, a aniołki opiekowały się domem.

Łamanie się opłatkiem

Zapoczątkowała go szlachta w XVIII wieku. Jednak szybko przenosił się do kolejnych miast i wsi leżących na obszarze niemal całej Polski, za wyłączeniem części Pomorza oraz Warmii i Mazur. Na tamtym obszarze na początku XX wieku nie wiedziano o istnieniu tej tradycji. Ostatecznie i tam została wprowadzona przez księży katolickich. Do dziś w Polsce wieczerza przed Bożym Narodzeniem inaugurowana jest tym symbolicznym gestem. Wszyscy pamiętają, że od najodleglejszych dziejów ludzie łamali się chlebem na znak braterstwa, pojednania, miłości, przyjaźni, a także pokoju.

W Polsce, co więcej, uważano, że opłatkiem można podzielić się też z duszą bliskiego, który zmarł. Obyczaj zostawiania jednego wolnego miejsca przy stole jest tego pozostałością. Mówi się, że jest to miejsce dla podróżnego, albo niespodziewanego gościa, który może pochodzić z zaświatów. Na stole ustawiany jest dodatkowy talerz, na którym powinien zostać złożony przez wszystkich obecnych kawałek należącego do siebie opłatka.

Prezenty to radość nie tylko dla dzieci

Zwyczaj obdarowywania się prezentami swój początek bierze z rzymskich Saturnaliów. Prezenty układamy zwykle pod choinką, która ubierana była w dzień Wigilii.

W późniejszym czasie dawanie prezentów w wigilijny wieczór zostało nazwane przez Kościół Gwiazdką dlatego, że prezenty wręczano, gdy na niebie zauważono pierwszą gwiazdkę. Ze szczególnym zniecierpliwieniem wypatrywały jej dzieci, dla których moment wręczania prezentów był najważniejszym punktem wieczerzy wigilijnej. W Polsce tradycja dawania upominków na Wigilię sięga XVIII wieku.

Na wsiach polskich początkowo ten zwyczaj był rzadko praktykowany. Wówczas prezenty dostawały tylko dzieci. Warto zaznaczyć także, że nie były to żadne wymyślne upominki, dawano tylko słodycze i symboliczne drobiazgi. Zwyczaj obdarowywania się prezentami na Wigilię lub Boże Narodzenie występuje praktycznie we wszystkich krajach, nie tylko wśród wyznawców naszej narodowej religii. W Anglii w drobne upominki zawija się krakersy i obdarowuje nimi dzieci. W wieczór wigilijny zawiesza się skarpety lub pończochy, oczekując, że w nocy św. Mikołaj wejdzie przez komin i zostawi w nich prezenty. Upominki otwierane są następnego dnia rano. Podobny zwyczaj panuje także we Francji, tam prezenty rozdaje się także 25 grudnia. Francuskie dzieci wierzą, że Mikołaj wchodzi w nocy przez komin i zostawia upominki pod choinką.

Kto wręcza prezenty na świecie?

W różnych krajach prezenty przynoszą różne postaci. Św. Mikołaj, Dziadek Mróz lub Gwiazdor. Dla nas odwiedziny św. Mikołaja w Wigilię nie są niczym nadzwyczajnym – znamy go od dzieciństwa, a dzięki kulturze stał się symbolem świąt Bożego Narodzenia. Wszyscy kojarzymy go z wielkim workiem prezentów i czerwoną czapką. W Holandii natomiast do dzieci przychodzi Sinterklaas. To oczywiście nikt inny jak nasz święty Mikołaj, ale odziany jest w biskupie tradycyjne szaty. Ma wprawdzie czerwony płaszcz i długą brodę, ale również laskę biskupią oraz tiarę. Nie przyjeżdża on na ciągniętych przez renifery saniach, ale przypływa na łodzi. To kolejny element z holenderskiej kultury. Duchowny dociera do miasteczek już w listopadzie, zawsze w towarzystwie czarnoskórych pomocników, zwanych Czarnymi Piotrusiami. 5 grudnia Sinterklaas wchodzi do domu przez komin, a dzieci szukają prezentów w najmniej spodziewanych kryjówkach lub odnajdują je pod drzwiami domu.

We Włoszech prezenty przynosi wiedźma Befana, która nie zdążyła powitać Jezusa wraz z Trzema Królami. Prezenty roznosi wszystkim dzieciom ponieważ nie wie, gdzie pojawi się dzieciątko Jezus. Niegrzecznym dzieciom wiedźma przynosi cebulę lub węgiel. Dzieci mogą się przypodobać Befanie zostawiając jej mandarynkę lub kieliszek wina. W Hiszpanii to nie święty Mikołaj przynosi dzieciom prezenty – za ich wręczanie są odpowiedzialni Trzej Mędrcy. Podobnie jak we Włoszech, dzieci otrzymują je dopiero 6 stycznia. Prezentów szukają w przygotowanych przed pójściem spać butach – tak jak w Polsce 6 grudnia. Ich przyjściu towarzyszą kolorowe pochody na ulicach miast, a królowie rzucają dzieciom cukierki.

Z kolei Dziadek Mróz to świecka wersja świętego Mikołaja, spopularyzowana na terenie dawnego ZSRR. Przynosi dzieciom prezenty i wygląda całkiem podobnie do naszego świętego, jednak przychodzi nie w Wigilię, ale w Nowy Rok. Ma na sobie czerwony, niebieski lub srebrny płaszcz, wełnianą czapkę, sznur zamiast pasa i zawsze pojawia się w towarzystwie swojej wnuczki, Śnieżynki.

Ponad konsumpcją i fasadą

Wiele z wymienionych powyżej tradycji i zwyczajów ma wartość nie tyle religijną, co – kulturową. To dlatego coraz częściej do Wigilii przystępują nie tylko chrześcijanie.

Okres świąteczny to także wyjście poza zwykły czas. Mamy więcej wolnych dni na bycie razem, wspólne chwile, codzienność zyskuje inny wymiar. Pielęgnowanie tradycji zapewni nam stabilizację, a rodzinie – poczucie szczęścia i jedności. W każdym wymiarze. I każde ubieranie choinki, wkładanie sianka pod obrus czy łusek karpia do portfela stanie się czymś znacznie więcej. I tego Wam życzymy.

Monika Górka


tagi: święta, potrawy, tradycja,