Wywiady

Rozmowa z Januszem Trendewiczem – Whisky Brand Ambasadorem w Stock Polska

Piątek, 13 kwietnia 2018 Autor: Joanna Kowalska, HURT & DETAL Nr 04/146. Kwiecień 2018
Nie tylko o wyjątkowej marce, jaką jest Jim Beam, ale także o kulturze i historii picia whisky, polskim rynku oraz preferencjach naszych rodaków rozmawiamy z Januszem Trendewiczem – Whisky Brand Ambasadorem w Stock Polska.
Mówi się, że whisky to coś więcej niż alkohol. Z jej piciem wiąże się cały rytuał – sposobu podania, czy chociażby poruszanych przy niej tematów. O czym rozmawiają Polacy pijąc whisky?

Czy istnieją jakieś szczególne rytuały? Myślę, że trudno to tak nazwać. Na pewno funkcjonują zasady serwowania trunku podczas degustacji. Jest to przede wszystkim szkło. „Snifter” to charakterystyczny kieliszek z wydłużoną górną częścią, czyli tzw. kominkiem. Kształt ten pomaga wyczuć niuanse zapachowe whisky. Kolejnym zabiegiem pomagającym w degustacji jest dodawanie odrobiny wody. Proces ten nazywamy „otwieraniem” i ma na celu złagodzenie mocy alkoholu i pomóc nam w odbiorze whisky. To jednak bardzo specyficzna forma obcowania z alkoholem. W codziennym życiu doskonale sprawdza się jednak stara poczciwa „whiskówka”, czyli tzw. old faschioned glass... i, jeśli ktoś tak lubi, ulubiony dodatek.

Obcowanie z whisky to jednak przede wszystkim ludzie: znajomi, przyjaciele. A formę picia dostosujmy do okazji i okoliczności. Myślę, że idealnie oddaje to określenie odnoszące się do włoskiej mody – „sprezzatura”, czyli połączenie naturalności z pewną dozą nonszalancji. Bo taka jest właśnie whisky – elegancka i dystyngowana, a kiedy trzeba to szalona i nieokiełznana. Łammy więc zasady pijąc chociażby Jim Baema po „kowbojsku”, z kieliszka. Z drugiej strony pochylmy się i doceńmy 18 lat, które Bowmore spędził w beczce. Alkohol jest dla ludzi, a nie ludzie dla alkoholu.

Polacy pokochali whisky. Miłość tę można odnaleźć w stale rosnących wynikach sprzedaży, co zapewne cieszy producentów i dystrybutorów. Whisky to nie tylko dochodowy produkt wielkich koncernów alkoholowych, to przede wszystkim trunek stworzony po to, by przynosić radość. W wielu przypadkach element kultury, często symbol tożsamości narodowej, nierozerwalnie związany z określonym stylem bycia, a także… picia. Można zaryzykować stwierdzenie, że whisky powstała nie po to, aby ją pić, lub co gorsza, aby się nią upijać, ale po to, by degustować, żeby się nią dzielić i przy niej bawić, wspólnie odkrywać nowe smaki i doznania. A czymże byłyby owe doznania, gdybyśmy nie mogli dzielić ich z innymi, porównywać i wspólnie się nimi radować?

Są dwie szkoły. Jedni uważają, że łączenie whisky z colą czy innym napojem to jej profanacja, a drudzy śmiało degustują ją jako drink. Czy sposób picia ma znaczenie?

Myślę, że decyzja co jest sacrum, a co profanum należy do nas. Whisky jest trunkiem, który ewoluuje. Od XVI wieku popularne było jego mieszanie z przeróżnymi dodatkami. Podawano ją na słodko, kwaśno, ciepło, zimno... Wyobraźnia ludzka nie ma granic. Osobiście nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy o tej historii zapominać. Oczywiście, wraz z pojawieniem się whisky single malt na szerokim rynku, zaczęto mocniej skupiać się na kwestiach degustacyjnych, bo różnorodność single malt aż prosi się o porównywanie, dyskusję.

Nie widzę jednak powodu, żeby zamykać się w stereotypach. Pamiętam jak kilka lat temu Dave Broom, jedna z najbardziej barwnych postaci sceny whisky, wzbudził wielkie poruszenie mieszając single malty z wodą z kokosa. Osobiście twierdzę, że jest to doskonałe zestawienie z Bowmore No. 1, a jak mawia Fred Noe z 7 pokolenia gorzelników z Jim Beama – „Pij jak Ci smakuje”.

W wielu branżach co jakiś czas pojawia się nowa moda, czy trend. Czy dotyczy to również whisky? Czy w tym przypadku możemy mówić, że coś jest „na topie”?

Oczywiście, że tak. Z jednej strony, jest to wynikiem jej ogromnej różnorodności w stylach i smakach. Myśląc o whisky, mówimy o produktach z całego świata. Każda z nich jest inna. Z trendów, które możemy zaobserwować, to zauważalny jest wysoki popyt na whisky japońską, który utrzymuje się od kilku lat. Produktami, które przeżywają swój renesans, są też amerykańskie whiskey żytnie. Związane jest to między innymi z coraz większym rozwojem sceny cocktailowej. Tam właśnie „żyto” czuje się najlepiej. Generalnie whisky amerykańska w Polsce staje się bardzo popularna. Raz, że jej cena jest bardzo przystępna, dwa, bourbon doskonale wpisuje się w nasz profil smakowy.

Zmienia się też postrzeganie alkoholu, jego kupowanie przestało być już tylko kwestią spożywczą. Alkohol staje się też narzędziem inwestycyjnym.

A jak wygląda nasz rodzimy rynek? Czy Polacy przywiązują szczególną wagę do tego jaką whisky piją?

Polska jest ogromnie ważnym rynkiem dla producentów whisky. Charakteryzujemy się ogromna dynamiką, i to nie tylko wzrostu sprzedaży, ale i jej wartości. Doczekaliśmy czasów, w których nawet w Polsce można kupić właściwie każdą whisky, w każdym wieku. Asortyment jest przeogromny. Wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa sięgamy po produkty coraz droższe, jako społeczeństwo wykazujemy się również dużą lojalnością wobec marek, które lubimy.

Myślę, że Polacy są coraz bardziej świadomymi konsumentami. Ogromna ilość festiwali, degustacji, szkoleń, przyciąga mnóstwo uczestników. Tylko w 2017 roku odbyło się w Polsce 12 festiwali, łączną liczbę zwiedzających można szacować na kilkanaście tysięcy. Wynikiem zainteresowania whisky jest niezliczona ilość profili i forów internetowych, gdzie tętni wymiana wiedzy, a nawet butelek. Kulturowo elementem dobrego tonu w Polsce stało się picie whisky…

Długość leżakowania, rodzaj, marka, cena? Co decyduje o tym czy whisky jest dobra?

Jak mawia mój przyjaciel, whisky dzieli się na dwa rodzaje: dobra i bardzo dobra. Pamiętajmy, że jest to uwarunkowane naszymi indywidualnymi preferencjami. Wolałbym, żeby zamiast segmentacji opisać to stwierdzeniem „ta, która przynosi przyjemność, a nie przykrość”. A żeby tak się stało, trzeba próbować, próbować, próbować… i znaleźć swój styl i typ whisky.

A co tak naprawdę wyróżnia Jim Beama?

Historia. Na przestrzeni ponad 200 lat, rodzina Beam’ów kompletnie zmieniła świat producentów bourbona. Od samego początku działalności obrali oni swój kierunek, który z czasem stał się nowym kanonem w dziedzinie produkcji amerykańskiej whiskey. To oni odnaleźli swoją szansę w zmianach i spoglądaniu poza horyzont. To oni zobaczyli w tej „kukurydzianej whiskey” coś więcej. Zobaczyli produkt, który – jak równy z równym – może konkurować z najlepszymi alkoholami świata. Co więcej, dzięki swoim innowacyjnym i odważnym projektom, Jim Beam zapisał się na kartach historii alkoholu. Jednym zdaniem: to Bourbon numer 1 na świecie.

Marka Jim Beam to cała linia. Co warto wiedzieć wybierając whisky dla siebie?

Portfolio Beam Suntory w Polsce jest rzeczywiście przeogromne. Posiadamy whisky z 5 najważniejszych światowych rynków. Zaczynając od Irlandii, poprzez kultowe destylarnie Szkocji, Stanów Zjednoczonych, Kanady, po genialną whisky japońską. Jesteśmy też pionierem na świecie, jeśli chodzi o bourbona premium. W latach 90-tych powstała kolekcja Bourbon Legends. To również linia Jim Beama skierowana do konsumenta, który poszukuje czegoś wyjątkowego, jest tam między innymi mój ulubiony Booker’s, pierwszy nierozcieńczany bourbon w Stanach.

A co warto wiedzieć? Przede wszystkim mieć świadomość czego szukamy. Świadomość swoich „smaków”. Dobry sprzedawca lub barman z pewnością nam doradzi. Wystarczy go odpowiednio nakierować i nie bać się zadawania pytań.

A jak ocenia Pan przyszłość Jim Beama i całego rynku whisky?

Myślę, że możemy spoglądać w przyszłość z optymizmem. Whisky, to kategoria, która cały czas rośnie, a polski rynek jest jednym z najbardziej dynamicznych na świecie. I myślę, że ta tendencja będzie się utrzymywać. Rok 2018 to między innymi czas intensywnych działań na markach Maker’s Mark i Auchentoschan. Nie zapominamy jednak o Jim Beamie i tu też będzie się dużo działo.

Dziękuję za rozmowę.
Joanna Kowalska


tagi: Janusz Trendewicz, Whisky Brand, Stock Polska,