Reportaże

„Bezcenny” marokański handel

Piątek, 25 sierpnia 2017 Autor: Joanna Kowalska, HURT & DETAL Nr 08/138. Sierpień 2017
W Maroku, pomiędzy straganami z ręcznie wyrabianą ceramiką, kolorowymi tkaninami czy lampami z metalu, natrafimy na niewielkie sklepy spożywcze w ulicznych wnękach, których lady już dawno przeżyły swój okres świetności, a same towary wyglądają jakby nadgryzł je ząb czasu.
Co wyróżnia tamtejszą sprzedaż? Z perspektywy Europejczyka – niemal wszystko. Informację o cenie można uzyskać dopiero w momencie zapłaty. A kwota zostanie dostosowana do tego, jak nas oceni sprzedawca. Od turysty weźmie więcej niż od sąsiada. Zdarza się też tak, że kwota rośnie po ponownym podejściu do lady. Woda, która chwilę temu kosztowała 7 dirhamów, teraz wyceniona jest na 10 (10 dirhamów=1 euro). Świadomi ostatecznej ceny możemy być jedynie w hipermarketach czy samoobsługowych marketach, które swym wyglądem nie odbiegają zbytnio od tych znanych na kontynencie europejskim, jednak jest ich zdecydowanie mniej. Znaną w naszym kraju siecią, obecną również w Maroku, jest np. francuski Carrefour.

Najczęściej spotykane w Maroku sklepy bardziej przypominają kioski, niż tradycyjne spożywczo-przemysłowe placówki. Na zaledwie kilku metrach kwadratowych obok siebie leżą taśmy klejące, jogurty, wafelki, ciastka, napoje gazowane, chusteczki higieniczne czy bułki. Na każdym kroku możemy natknąć się na logo Coca-Cola – napoje koncernu są tu bardzo popularne. Wszędzie kupimy też jogurty Danone, z nazwą pisaną po arabsku, a także w typowych dla kraju smakach, np. awokado-pistacja. Marokańczycy przy każdej okazji piją też słodzoną herbatę z miętą, która przyrządzana w odpowiedni sposób, wpisuje się w tutejszą tradycję. Zatem ją również dostaniemy w każdym sklepie. Maroko to kraj intensywnych przypraw. Najczęściej kupowaną jest ras el hanout – słynna, lokalna przyprawa składająca się z 35 różnych ziół. Oprócz tego popularny jest szafran, dużo tańszy niż w Polsce, kurkuma, kumin, kardamon czy czarnuszka, która sprzedawana jest również jako lek.

W takich małych sklepikach na pewno nie dostaniemy alkoholu, którego ze względu na wyznanie, Marokańczycy nie piją. Nie znaczy to jednak, że w kraju tym nie ma napojów z procentami. Na stacjach benzynowych z pewnością znajdzie się chociaż jedna półka z piwem, a w hipermarketach, mimo ograniczonej oferty, uda nam się kupić wysokoprocentowe trunki. Co ciekawe, bardzo trudno będzie nam znaleźć karmę dla psów – Marokańczycy wierzą, że potrafią one skraść duszę, więc w całym Maroku jest ich bardzo mało.

A po zakupach? Wyjeżdżając z Maroka walutę musimy albo wydać, albo wymienić w kantorze na euro. A to dlatego, że dirhamów nie można wywozić poza granicę, bo zakazują tego przepisy celne kraju. Nawet jeśli uda nam się je zabrać do Europy, unikając konfiskaty, to jej nie wymienimy, ponieważ można ją dostać tylko w samym Maroku.

Joanna Kowalska




tagi: Maroko, handel, sprzedaż, konsument, turystyka,