Kategorie produktów

Tym żyje handel - Na rozchwianym rynku

Wtorek, 11 października 2016 HURT & DETAL Nr 10/128. Październik 2016
Dwa elementy, pozornie od siebie odległe, zdeterminowały we wrześniu wydarzenia na rynku obrotu produktami FMCG: zakwestionowanie przez Komisję Europejską wprowadzonego przez rząd podatku od sprzedaży detalicznej oraz kłopoty, jakie przeżywa sieć delikatesowa Alma.
Rząd w poszukiwaniu środków

Wprowadzenie podatku handlowego zapowiadane już w kampanii wyborczej przez Prawo i Sprawiedliwość miało na celu z jednej strony wyrównanie szans tradycyjnego, rodzimego handlu detalicznego wobec wielkich, międzynarodowych sieci handlowych, z drugiej zaś zapewnić budżetowi dodatkowe dochody rzędu nawet 2 miliardów złotych. Sprawa „wałkowana” była przez ponad pół roku zanim udało się zaproponować ustawę w kształcie, który był do przyjęcia przez organizacje handlowców, oczywiście te, które zrzeszają przede wszystkim małe, tradycyjne placówki handlowe. Początkowo bowiem, rząd próbował obłożyć podatkiem cały handel detaliczny, co wskazywało na nadrzędność celu fiskalnego nowego rozwiązania nad potrzebą wyrównania szans różnych podmiotów detalicznych. Potem podjęto m.in. próbę opodatkowania także sieci franczyzowych, co uderzało w ogromną liczbę małych sklepów, które przecież dzięki ustawie miały mieć lepiej. Zastawiano się nad kryterium powierzchniowym – podatkiem miały być objęte firmy prowadzące sprzedaż na powierzchni większej niż określona ustawowo. Ostatecznie przyjęto rozwiązanie, w którym podatkiem od sprzedaży obłożono firmy powyżej określonego poziomu przychodów, wprowadzono jego progresywny charakter oraz zastosowano zerowe stawki dla przedsiębiorstw o niskim progu przychodów.

Uderzenie w dostawców i klientów

Nie czas i nie miejsce na prezentację szczegółów projektu. Dość, że szybko, jak to w dzisiejszych czasach, ustawę przyjął Sejm, zaakceptował Senat i podpisał Prezydent. Jej wejście w życie nastąpiło 1 września. Ot, taki rocznicowo – szkolny prezencik. I chociaż wszyscy mieli świadomość, że nie będzie dla tych rozwiązań akceptacji Komisji Europejskiej (podobny podatek wprowadzony na Węgrzech został przez Komisję odrzucony i nie wszedł w życie), firmy zaczęły się przygotowywać do ich implementacji. Sporo wielkich przedsiębiorstw handlowych zarządzających wieloma sklepami zaczęło się dzielić tworząc z poszczególnych placówek handlowych oddzielne podmioty, dzięki czemu mogły uniknąć podatku, inne podjęły negocjacje z dostawcami, aby na nich przerzucić wzrost kosztów funkcjonowania. „W początkowym okresie obowiązywania podatku konsumenci nie zostaliby nim dotknięci. Większość kosztów ponieśliby producenci. Jednak w dłuższej perspektywie wzrost cen byłby prawdopodobnie nieunikniony” – twierdził wówczas Maria Andrzej Faliński, Dyrektor Generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. 

Podatek do kosza

Podatek przetrwał jednak zaledwie dwa tygodnie, bowiem już 19 września Komisja Europejska wydała komunikat o konieczności zawieszenia tych rozwiązań do czasu ostatecznej oceny przez instytucje europejskie. W komunikacie czytamy, że Komisja obawia się, że „progresywne stawki oparte na wielkości przychodów przyznają przedsiębiorstwom o niskich przychodach selektywną przewagę nad ich konkurentami, z naruszeniem unijnych zasad pomocy państwa”. Tak więc podatek handlowy w obecnej formie narusza podstawową unijną zasadę konkurowania w oparciu o identyczne przepisy obowiązujące wszystkie podmioty działające na rynku. Paweł Szałamacha, wówczas jeszcze minister finansów zaakceptował decyzję Komisji i nakazał zaprzestanie poboru podatku. Przy okazji zarzucił KE uleganie wpływom potężnego lobby wielkich sieci handlowych.

Nie zmienia to faktu, że podatek handlowy został tymczasem odłożony na półkę. Na jak długo nie wiadomo, bowiem możliwości zmian zgodnych z unijnymi normami nie jest wiele. Niektórzy namawiają do powrotu do idei obłożenia podatkiem wszystkich podmiotów, jednak takie rozwiązanie przy obrotowym charakterze tej daniny oznaczyłoby de facto wprowadzenie dodatkowej stawki VAT. I byłoby ponownie, chociaż już z innych powodów, zakwestionowane przez KE.

Skutki uboczne

Wraz z kolejnymi projektami ustaw o podatku handlowym przewidywana wielkość wpływów budżetowych z tego tytułu sukcesywnie malała, aby osiągnąć ostatecznie niespełna 1,5 miliarda złotych rocznie. A i tak, zdaniem ekspertów, było to założenie iluzoryczne biorąc pod uwagę możliwości uniknięcia tej daniny przez największych operatorów sieci handlowych. Tym więc i łatwiej było budżetowi państwa pogodzić się z tego rzędu ubytkiem planowanych wpływów. Nikt natomiast nie wziął pod uwagę kosztów, jakie na skutek zawirowań z podatkiem poniósł rynek detaliczny, jako całość. Dla niektórych firm, szczególnie tych, które już od pewnego czasu miały kłopoty, minione półrocze niepewności przyniosło dalsze pogłębienie się narastających trudności. Większość detalistów przyznaje bowiem, że był to czas, w którym myślano raczej o sposobach zachowania dotychczasowej pozycji niż o rozwoju. Małgorzata Więch, Wiceprezes i Dyrektor ds. Rozwoju Partnerskiego Serwisu Detalicznego, organizatora spółdzielczej sieci Gama, przyznaje, że okres ten nie sprzyjał inwestowaniu i zaowocował zwolnieniem rozwoju większości sieci handlowych. 

Alma z kłopotami

I na tym tle, może nie jak grom z jasnego nieba, bo wielu to przewidywało, giełdowa spółka Alma Market złożyła do sądu wniosek o rozpoczęcie procesu sanacyjnego firmy. Jednocześnie poinformowano o zamiarze zwolnienia grupowego ponad 1300 pracowników, co oznacza konieczność zamknięcia sporej liczby placówek handlowych. Zaś kilka dni później jeden z dostawców krakowskiej spółki złożył do sądu wniosek o ogłoszenie jej upadłości.

O kłopotach sieci Alma mówiono już od dawna. Nietrafione lokalizacje, wyraźny spadek liczby klientów, konkurencja ze strony dyskontów, które coraz bardziej upodabniały się do supermarketów zaowocowały obecnymi problemami. Brak lub opóźnienie płatności na rzecz dostawców powoduje, że zaopatrzenie placówek handlowych pod szyldem Alma jest coraz skromniejsze, a więc i obroty maleją. Nie mówiąc już o zyskach. Krzysztof Tokarz, prezes Specjału, znaczącego dostawcy produktów FMCG także do Almy przyznaje, że już od dłuższego czasu wstrzymał dostawy do tej sieci. - Trudności z tym partnerem mamy już od wielu miesięcy, teraz jednak wyraźnie się one skumulowały, w efekcie czego Alma znalazła się w takiej, a nie innej sytuacji i musi znaleźć z niej wyjście – zauważa prezes Tokarz.

W poszukiwaniu inwestora

Bez inwestora strategicznego Alma nie ma dużych szans. Nawet prosta sprzedaż przez Jerzego Mazgaja, Właściciela i Prezesa Alma Market, akcji Vistuli nie będzie w stanie uratować Almy. Jednak zazwyczaj inwestor strategiczny oczekuje kontrolnego pakietu akcji firmy, aby mieć realny wpływ na to, jak wykorzystywane są jego pieniądze. Według nieoficjalnych informacji prezes Mazgaj ostatecznie pogodził się z faktem, że jeżeli jego firma ma przetrwać, to zrezygnuje z pakietu kontrolnego na rzecz funduszu, który byłby zainteresowany taką inwestycją. A czas na to nie jest najlepszy, czego dowodem los Marcpolu, który nie znalazłszy takiego inwestora zbankrutował. W warunkach rozchwiania rynku w minionym półroczu warunki stawiane przez inwestorów są dla zainteresowanych o wiele trudniejsze niż jeszcze przed rokiem. A decyzje inwestycyjne muszą być podejmowane szybko, jeżeli firma będąca w coraz trudniejszej sytuacji ma przetrwać, powrócić na ścieżkę rozwoju i zapewnić inwestorowi godziwy zarobek.

Co dalej z rynkiem?

Zawirowania wokół Almy, czy zniknięcie szyldu Marcpolu dowodzą, że sytuację na rynku obrotu produktami FMCG należy uznać za daleką od stabilizacji. Dość głośno mówi się przecież o kłopotach niektórych dystrybutorów hurtowych, a także o problemach kilku sieci detalicznych zarówno franczyzowych, jak i własnościowych, w tym i zagranicznych. Jednocześnie są firmy doskonale radzące sobie na tym coraz trudniejszym rynku. Warto tu wymienić chociażby Eurocash, GK Specjał, czy też Grupę Emperia, właściciela Stokrotki, która na początku września zapowiedziała spore inwestycje i przejęcia nawet do wartości miliarda złotych. Grupy zakupowe Kupiec, czy MerCo nie dość, że są coraz liczniejsze, to mogą się pochwalić niezłą rentownością. Oczywiście doskonale radzą sobie dyskonty, trochę dzięki temu, że są w stanie wykładać ogromne środki na promocję i reklamę, ale także poprzez takie zmiany w organizacji sklepów, które upodabniają je do supermarketów.

Wszystko wskazuje więc na to, że wkrótce nadejść może czas sporych przetasowań na rynku związanym przede wszystkim z akwizycjami dokonywanymi przez wiodące firmy handlowe. Zapowiada to nie tylko Emperia, ale i GK Specjał. Na sprzedaż jest Żabka, trwa proces akceptacji przez UOKiK przejęcia sieci Eko przez Eurocash. I tylko ciekawe, gdzie trafi miliard Stokrotki...


Wiktor Stępniewski


tagi: rynek , sprzedaż , podatki , FMCG , finanse ,